• KosciolPopielow
  • Krzyz na kosciele

  

Rozważania na XIII Niedzielę Zwykłą - 26.06.2022

 

1.Fragment książki mnicha zakonu kartuzów - "Szkoła ciszy" - wydanej przez Wydawnictwo eSPe - 2007:

 

CICHY I UKRYTY APOSTOLAT MNICHÓW KONTEMPLACYJNYCH.

 

  Dobro zawsze usiłuje się rozlewać.
  Faktycznie, im stworzenie jest bardziej doskonałe, tym bardziej promieniuje wokół siebie dobrem. Wszystko, co jest pełne życia, radości, miłości, rozlewa miłość, radość i życie. Jest to prawdziwe odnośnie do wszystkich rzeczy i dziedzin. Na przykład kwiat, który jest doskonałością rośliny, rozsiewa wokół siebie przepych koloru, zapachu i nasionka. Ptak, który jest szczęśliwy, że żyje, raduje wszystkich swoim śpiewem.
  Tak samo jest z ludźmi. Kiedy znajdują coś, co ich raduje, pragną, żeby wszyscy to poznali, na przykład piękny krajobraz, piękną książkę. Całe życie, cała radość, cała miłość chce się rozlewać i może się rozlać. Ponieważ to, co nam się spodobało, co nas upoiło, może i musi się spodobać naszym bliźnim i ich z kolei upoić.
  Jest to konsekwencja wspólnoty ludzkiego losu. Jeśli jesteśmy napełnieni sami sobą, a więc pełni goryczy i zawiści, możemy dać innym tylko to, co mamy. Ale jeśli jesteśmy napełnieni pokojem i słodyczą naszego Pana, będą się z nas wylewać pokój i słodycz, i będziemy dla innych pociechą.
  Rozróżniamy dwa rodzaje radości i dwa rodzaje miłości: radość wysłowioną i radość niewysłowioną oraz miłość okazaną i miłość ukrytą,aktywne życie wewnętrzne i kontemplacyjne życie wewnętrzne.
  Wiecie, że w aktywnym życiu zewnętrznym komunikuje się przekonania i uczucia, wiecie również, jak to się robi. Prawdę mówiąc, jest to dar, który nie wszyscy posiadają; w dużym stopniu zależy od urody. Ci, którzy mają piękny głos, czarujący wygląd, dobre maniery itp., potrafią przekazać i narzucić innym swoje poglądy i pragnienia. Są oni świetnymi mówcami, wielkimi widzami; są wśród nich święci, politycy, a nawet ludzie, którzy nie pełniąc funcji publicznej, odnoszą w społeczeństwie sukcesy, wywołując entuzjazm i zyskując sobie sympatię.
  Ale mieć serce naprawdę pełne miłości i umysł naprawdę pełen światła to coś zupełnie innego niż podobanie się ludziom i posiadanie daru przekonywania ich.
  Na przykład, gdybyście płonęli miłością do Boga i współczuciem dla biednych, ale bylibyście niewidomymi i niemowami bez grosza, nikt by się nie domyślił, co macie w sercu.
  Przeczytałem kiedyś opowieść o chłopcu, który płakał, kiedy się cieszył, i śmiał się, kiedy był smutny. Nie potrafił on przekazać swej radości i swego smutku, ale je odczuwał.
  Musimy zatem stwierdzić: dobre słowo, uśmiech są naprawdę dobre i promieniują pokrzepieniem wokół siebie, tak jak kwiaty i ptak wiosenny. Ale owo promieniowanie naszych słów czy gestów nie jest promieniowaniem naszych myśli ani uczuć.
  Nasze myśli i uczucia, wszystko co mamy w sercu pełnym światła i miłości, nie są już rzeczywistością fizyczną, materialną, ale moralną, duchową, czyli niewidzialną. Muszą one promieniować również duchowo, a więc niewidzialnie. Żeby lepiej zrozumieć, jak bardzo jest to konieczne, porównajmy na przykład dobrą myśl do gwiazdy.
  Kiedy Bóg zapala gwiazdę na ciemnym niebie, rodzi w naszym umyśle akt ufności do Niego i pragnienie pokrzepiania wszystkich biednych serc, które cierpią na ziemi. Co ma większą wartość i znaczenie: gwiazda czy akt wiary i miłości? Jest oczywiste, że to, co jest w naszej duszy, znaczy więcej niż cały firmament. Pewien uczony zauważył, że fizycznie człowiek jest bardzo mały w porównaniu z gwiazdami, ale dzięki swojemu umysłowi jest on nieskończenie większy niż one. Człowiek bowiem może je poznać i wiedzieć, że stworzył je Bóg, tymczasem one o tym nie wiedzą.
  A zatem dobra myśl jest nieskończenie więcej warta niż gwiazda! Serce pełne miłości jest ogniem gorętszym niż słońce! Czy moglibyście uwieżyć, że Bóg pozwoliłby na taki absurd, że gwiazda wysyła światło, które rozprzestrzenia się na miliardy kilometrów przez miliony lat i my możemy poznać żar tego odległago tworu, materialnego ciała kulistego obracającego się w zlodowaciałym powietrzu, natomiast dusza zjednoczona z Bogiem mogła by być pozbawiona swojego promieniowania lub jej promieniowanie mogłoby zależeć od nędznych warunków fizycznych, od mniej lub bardziej silnego głosu, od mniej lub bardziej inteligentnego wyglądu, od mniejszej czy większej siły? Nie, po stokroć nie!
  Kościół słusznie naucza tak ważnego dogmatu o świętych obcowaniu. Nasze dobre myśli i uczucia, akty wiary i miłości są jakby duchowymi gwiazdami, które nieustannie promieniują wiarą i miłością. Są ogniskami pokrzepienia i siły. Dusze zjednoczone z Bogiem tworzą ogromny gwiazdozbiór, który olśniewa oczy aniołów i który nigdy nie zgaśnie na niebie Kościoła.
  Apostolat mnichów kontemplacyjnych - cichy i niewidzialny - opiera się na takim stwierdzeniu: miłość jest czymś rzeczywistym, a nawet tym, co jest najbardziej rzeczywiste na świecie, który może zostać zbawiony tylko przez Wiarę i Miłosierdzie.
  Tym, czego Bóg żąda od człowieka, co naprawia zło spowodowane przez grzech, co pociesza i umacnia tych, którzy cierpią, nie są dobre słowa ani pieniądze, ani nawet cnotliwe (zewnętrzne) uczynki, ale Wiara i Miłosierdzie, które dają życie tym słowom, jałmużnie i uczynkom.
  Wiara i Miłosierdzie mają działanie o wiele szersze niż działanie zewnętrzne, które muszą ożywiać.
  Rzeczywiście, serce zakorzenione w Dobrym Bogu, dusza oddana Bogu uczestniczy w dziele odkupienia naszego Pana i wlewa miłość w serca, razem z ogniem Miłosierdzia Bożego.
  Działanie zewnętrzne dosięga tylko zewnętrznego życia człowieka; wewnętrzne akty miłosierdzia przekazują życie i pocieszenie niezliczonym duszom.
  Jałmużna materialna jest ograniczona, ale jałmużna mnichów kontemplacyjnych jest nieograniczona, w czasie, i w przestrzeni.
  Rola zakonów kontemplacyjnych jest tak słabo rozumiana i tak trudna do wytłumaczenia, ponieważ tutaj wszystko dziaje się w sposób niewidzialny. Trzeba koniecznie żyć w nocy wiary nadprzyrodzonej, bo wszystko, co czyni życie kontemplacyjne trudnym, czyni je równocześnie wartościowym. Życie człowieka jest wielkie i piękne na miarę ożywienia go przez Wiarę. Ludzie wierzący tylko w to, co widzą, są tchórzami, którzy nie podejmują się niczego i umrą w fotelu rentiera lub za ladą sklepu spożywczego, nie zbiwszy nawet majątku, ponieważ do tego trzeba pewnej odwagi. Wszystkie wielkie przedsięwzięcia są możliwe dzięki aktowi wiary. Jakiej wiary potrzebował Krzysztof Kolumb, kiedy jako pierwszy wypłynął na ocean i odkrył Amerykę! Ale trzeba mieć jeszcze większą wiarę, żeby być mnichem zamkniętym w klasztorze, żeby być kontemplatykiem. Musimy - jak święty Piotr - rzucić się , by iść po morzu, które w każdej chwili może nas pochłonąć. Musimy (jak mówi Tereska) przejść przez tunele tak ciemne, że przechodząc przez nie zastanawiamy się, czy słońce jeszcze istnieje. Musimy zaryzykować swoje życie i z zamkniętymi oczami rzucić się w ramioma Boga, który czeka na nas w tej ciemności. To jest heroizm świętych!
  Ci bohaterowie, odważniejsi niż wszyscy żeglarze wszech czasów, odkrywają nie Amerykę, nie Eldorado - nowy raj, ale tutaj, na ziemi, odkrywają prawdziwe królestwo niebieskie, obiecane przez Syna Bożego.
  Do tych, którzy w taki sposób żyją Wiarą, nasz Pan powiedział:

  "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20,29).